Gród słowiański Radusz

Do zrekonstruowanego od podstaw grodziska słowiańskiego przy miasteczku Radusz na Łużycach w Niemczech (Lausitz – Spreewald) można dotrzeć samochodem w ciągu godziny z nadgranicznego Gubina.

 

 

 

W sercu Gubina, którego centrum Armia Czerwona przykładnie zrównała z ziemią (podobnie metodycznie zniszczono wiele innych miast obecnej zachodniej Polski np. Kamień Pomorski, Stargard Szczeciński, Kostrzyń), ocalały jedynie ruiny potężnej fary. Obecnie z wielkim mozołem zabezpieczane.

Szczęście w nieszczęściu, że ich po wojnie w powietrze nie wysadzono, jak, z przyczyn politycznych oczywiście, działo się w Niemczech (np. bazylika NMP w Wismarze, ruiny której wysadzono w powietrze w latach 60-tych, niszcząc przy okazji jeszcze średniowieczną architekturę otoczenia). Dojazd do grodziska Radusz nietrudny, szlaki drogowe i rowerowe dobrze oznakowane – ciekawostka, że dwujęzyczne, niemieckie i słowiańskie (lokalna kultura etniczna serbołużyczan).

Grodzisko znajduje się pośród łąk i nieużytków. Pomimo tego parking urządzono pół kilometra dalej. Pod grodzisko trzeba podejść piechotą, ewentualnie rowerem. To dobrze: można je obserwować z oddali, rozpoznawać i przygotować się na spotkanie z czymś niecodziennym. Brak podjeżdżania autem pod próg, brak innych budynków, brak ciasnoty i niepotrzebnego zgiełku, który zawsze rozprasza i pomniejsza walory miejsca, które jest tutaj celem i jądrem wszystkiego. Podobne rozwiązania stosuje się wszędzie, gdzie to możliwe. Na przykład do zrekonstruowanego niedawno obserwatorium słonecznego sprzed 7000 lat w Gosecku trzeba iść od parkingu kilometr; kolejne dwa obiekty szlaku dróg niebieskich (www.himmelswege.de) to spacer piętnastominutowy i godzinny. Ze szczególnym smakiem przywrócona życiu imponująca Wielka Ruina benedyktynów tynieckich niebawem doczeka się podobnego udoskonalenia – auta znikną z najbliższego otoczenia klasztoru. Z otoczenia, które jest tkanką wrażliwą i istotną, bo tworzy swoiste ramy i uprawdopodabnia to, co bywa dziś niepraktyczne, może wręcz nieobecne, a jednak pozostaje z jakichś powodów nadal ważne. Otoczenie przyjezdnym pozwala – albo nie pozwala – ogarnąć obiekt i uczynić go możliwym.

Rekonstrukcja grodziska w Raduszu sprowadziła się do odtworzenia masywnych wałów drewniano-ziemnych. Do wewnętrznej strony wałów przylegały niewielkie z konieczności budynki. Nie odtworzono ich, by w pełni wybrzmiał surowy, krępy pierścień grodu o nieustępliwej powadze. To estetyczna, proporcjonalna, bez złudzenia solidna robota, która, odmiennie niż pierwotnie, kryje teraz w swym wnętrzu na długości całego obwodu pomieszczenia muzealne, stanowiska multimedialne, małą restaurację, salę dydaktyczną (zastałem wystawę fotografii) oraz sklep z pamiątkami i kulinariami regionu. Zwiedzenie obiektu zajmuje około trzech godzin. Pomaga w tym polskojęzyczny przewodnik audio.

Ekspozycja prezentuje znaleziska z miejsca samego grodziska oraz z najbliższej okolicy w promieniu ok. 30 kilometrów, gdzie udokumentowano istnienie kilkudziesięciu wczesnośredniowiecznych grodzisk oraz wcześniejszych osad – są to znaleziska od epoki kamienia po czasy nowożytne; jest też osobna ekspozycja poświęcona działającym tu kopalniom odkrywkowym węgla brunatnego (www.f60.de). Przy posadowieniu obwałowania grodu odkryto fundamenty romańskiej kaplicy – są one również wyeksponowane w formie instalacji mówiącej o początkach chrześcijaństwa, o roli i wyborze miejsc kultu.

Odtworzone grodzisko było twierdzą okoloną rozleglejszą, nieobwarowaną osadą. Istnieją plany, by w innym miejscu odtworzyć całe siedlisko. Na zewnątrz, poza wałami i fosą, jest tutaj sporo miejsca na relaks (ścieżka edukacyjna dotycząca flory – w formie drewnianej grobli ponad mokradłem), na piknik (ławki, stoliki). Z cokołu grodu otwiera się przed nami rozległy krajobraz okolicy. Nie jest on tak pociągający, jak nasze kociewskie garby i kociołki. A jednak warto się tu wybrać, najlepiej pogodnym przedpołudniem.

Adam Iwanowski

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.